Jedz miód – bądź zdrów! Zmień nawyki żywieniowe i zadbaj o swoje zdrowie.

Moje spojrzenie na ekonomię pszczelarstwa

Nowe czasy gospodarek globalnych i łatwy dostęp do dóbr konsumpcyjnych już dawno wyparły wszelkie zachowania stadne naszego gatunku, zmieniły nawyki żywieniowe. Pamiętajmy,że człowiek może żyć od 30 do 130 lat, to co jemy ma ogromny wpływ na długość życia.

Miody nie są już luksusem lub formą środka płatniczego jak opisują to historycy, jest dostępny w każdym sklepie lub pasiece. Co się stało przyczyną deprecjacji miodu na przestrzeni dziejów?

Główna przyczyna to zmiana trybu życia, komunikacji, organizacji rodziny i współczesnego społeczeństwa, żyjemy w biegu, w powodzi produktów zastępczych i podróbek markowych produktów. W powszechnym życiu mamy złudzenie pozornego nadmiaru pełnych sklepowych półek . Tak naprawdę to śmietnik dobrobytu.

Powiem teraz kilka słów osobiście o mnie i mojej rodzinie, potrafię wygospodarować czas na pełny sezon we własnym ogrodzie, aby mieć od maja do listopada własne warzywa a nadmiar zabezpieczyć w słojach. Zrywam z krzaków własne pomidory, maliny i winogrona bo czasami wątpię w jakość tych kolorowych produktów sklepowych i na koniec mam potrzebę przetwarzania mięs i ryb z dobrych /prywatnych hodowli/ w formie wędzonek i pieczeni. Czuję wtedy satysfakcję z atawistycznego uczucia ochrony stada przed wrogami.

Znikają tradycyjne potrawy i produkty, ich miejsce zajmuje piekło pośpiechu i galerie handlowe, tam wszystkie potrawy pachną kurczakiem a karcynogenny /czytaj rakotwórczy / azotyn sodu jest w każdej formie posiłku.

Fragment pracy którą teraz zacytuję wygłoszony był w 2014 r. w trakcie XX Konferencji Pszczelarstwa w Częstochowie autorstwa Pani A.Bednarskiej i A.Kaplińskiego- mówi:”....samotny lunch w gronie nieznajomych zastępuje wspólny rodzinny posiłek. Uśmiechnięta rodzinka w komplecie jada wspólne śniadania tylko w reklamie telewizyjnej. Na co dzień nikt nie ma na to czasu, ochoty ani pieniędzy. Dla rodziny trzeba się poświęcać, o wiele łatwiej być singlem. Łatwiej najeść się w pojedynkę, oglądając gotowanie w telewizyjnym reality show albo w kolorowej gazecie, niż przyrządzić coś samemu. Produkty gotowe /bez gotowania/, łatwo rozpuszczalne, półprodukty mrożone lub suszone albo cateringowa garmażerka zajmują miejsce dotychczasowych obiadów.”

Salvador Dali zwykł mawiać -”Można nie jeść wcale, ale nie można jeść byle jak”

Rewolucja w jedzeniu oznacza dziś powrót do przeszłości, do dobrych tradycji i sprawdzonych historycznie produktów regionalnych. Wśród nich właśnie miody i produkty pszczele powinny być liderem rynkowym, aby tak się stało należy podnieść produkty „z pasieki” do należnej im rangi a to znaczy, że należy je promować.

Doskonałą strategię promocyjną swoich produktów stosują pszczelarze nowozelandzcy, miód manuka unikalny w swoim rodzaju, ale podobny do polskich miodów spadziowych z Podkarpacia czy polskich Bieszczad. Duża łyżka miodu manuka to ok. 20 PLN czyli 20 razy drożej niż każdego innego polskiego miodu. Nie jest to jednak różnica jakościowa a kwestia postrzegania tego produktu, nie jako „słodzika” a miodu medycznego o właściwościach przeciwnowotworowych, jednym słowem produktu luksusowego.

Sprawa dotyczy kilku substancji, w tym metyloglioksalu, które w dobrze udokumentowanych badaniach naukowych, po aktywnej promocji z wykorzystaniem najnowszych zdobyczy marketingu zdobyły już chyba na zawsze w świadomości odbiorców metkę produktu wartości markowej.

Czy Miód z Nowej Zelandii jest rzeczywiście dużo lepszy, aby być 20 droższy od polskich miodów? Wyniki badań wskazują, że nie.

W Przeglądzie Urologicznym drukowany jest obecnie cykl artykułów mówiących o medycznych walorach produktów pszczelich, jako współautor na bieżąco śledzę doniesienia naukowe i cytowania w prasie międzynarodowej. Mówię zatem w sposób oczywisty, jedyna różnica między miodami manuka i polskimi to stężenie dawek opisywanych antykancerogennych substancji. Kupmy zatem od polskiego pszczelarza 10 słoików miodu gryczanego na cały rok /koszt nie większy niż 400 PLN/ zamiast 800g miodu manuka, który starczy Wam na 2 tygodnie...ot co!

Nowoczesna apiterapia w profilaktyce zdrowotnej

Powrót do medycyny naturalnej jest cechą naszych czasów, tęsknimy za prostotą. W holistycznym spojrzeniu na medycynę należy stosować leczenie wyprzedzające -zanim choroba się pojawi. Leczenie przyczyn i zapobieganie zaburzeniom zdrowotnym -w takim rozumieniu medycyny najlepszym lekiem jest jedzenie. Każdy posiłek może nam dać z każdym kęsem zdrowie lub przeciwnie działając wbrew logice żywieniowej możemy odbierać sobie dobre samopoczucie.

Tradycyjne leczenie rozpoczyna się absurdalnie dopiero od momentu, gdy choroba jest widoczna, potwierdzona badaniami. Nawet wówczas zwalczamy tylko objawy schorzenia.

Obserwujemy światowy trend do usankcjonowania apiterapii jako międzynarodowego standardu w dziedzinie terapii biologicznych i bodźcowych, szczególny nacisk kładziony jest na takie działy medycyny jak medycyna prenatalna, anty starzeniowa, dietetyczna oraz wspomaganie systemowej terapii przeciwnowotworowej.

Szerokie stosowanie miodów i produktów pszczelich jest szczególnie ważne dla organizmów młodych - dzieci i młodzieży. Rozwój dziecka powinien uwzględniać dietę optymalną. Zagrożeniem dla współczesnej dziecięcej diety są przemysłowe produkty gotowe. Kupujemy naszym dzieciom wszystko co najlepsze w myśl zasady, że one są przedłużeniem naszego życia. Ludzie odżywiający się produktami naturalnymi, nieprzetworzonymi, nierafinowanymi mają szanse żyć dłużej, cieszyć się młodym wyglądem i dobrą sprawnością fizyczno - psychiczną.

Bajka o Janie i Jasiu.....

Dawno, dawno temu żyli gdzieś sobie Jan i Jasiu, obaj spotkali się w sali chorych szpitalnego oddziału urologii /tam pracuje mój przyjaciel/.Obaj byli przed sześćdziesiątką. Jan to człowiek korporacyjnego sukcesu naszych czasów, z dużym portfelem , nadwagą i nałogami. Połowę życia w gonitwie telefonów, spotkań, wyjazdów etc. W trakcie badania lekarskiego dowiedział się, że dodatkowo ma trzy przepukliny brzuszne, cukrzycę, nadciśnienie,hemoroidy, kamienie w pęcherzyku żółciowym i ...haluxy. Jan nie wierzył w profilaktykę zdrowotną zgodnie z filozofią „…...jak zaboli to wezmę tabletkę Goźdźikowej”.

Jasiu był stolarzem i ogrodnikiem-amatorem, bez nadwagi, nie chciał nigdy zakupić telefonu komórkowego, nigdzie się nie spieszył, regularnie jadł posiłki. Uwielbiał produkty pszczele, przez całe życie pomagał sąsiadowi w pracach pasiecznych, całą rodziną spożywali miody.

Dzisiaj obydwaj oczekują na operację raka prostaty, jak potoczyły się ich losy?

Niezależnie od kunsztu zawodowego lekarzy Jan musi mieć parę lat na leczenie wszystkich swoich zaniedbań. 

...Cóż, ja już wiem co kupić. Do miodu dodam sobie paczkę polskich orzechów włoskich to będzie taka moja „polewa czekoladowa”...

No Comments Yet.

Leave a comment

Przepisz kod antyspamowy *